View this article in English | bilingual

Maleją sprzęty

rosną dzieci, pewnie na szczęście
czasowniki puchną w oczach albo
pękają w szwach, wszystko coś robi
na niechybne szczęście.
W studio „Bernardi”, Łódź, Piotr-
kowska 17, moja dwuletnia matka
siedzi na kolanach swojej matki
i obejmuje ją za szyję. „Klisze
przechowują się”. Przepraszam,
ale jak długo? Sam poszukuję
atelier, gdzie jest rejestrowane
wszystko, dzień po dniu, a klisze
nadal przechowują się i rejestrują,
teraz też. Gdzie się do filmu wchodzi
jak do domu, po lekcjach i po
obiedzie w szkole. Co to dziś było?
Kasza z bardzo dobrym sosem
mięsnym. Wszystkiego można
dotknąć i skosztować. Na drzwiach
nie trzeba wieszać kartki „Proszę pukać
mocno! dzwonek słabo dzwoni”
bo starsi ludzie mają dobry słuch
oraz apetyt, ale nie mają torsji.
W szafie pełnej tajemnic, z szufladami,
na środkowych drzwiach wisi
ogromne lustro (wiedeńskie,
fazowane), w którym przegląda się
to wszystko, o czym wspominam
wyżej i o czym jeszcze wspomnę
(zawias jest niewytarty, przeszłość
się nie stłukła). Listonosz
przynosi listy i świąteczne kartki,
a w skrzynce niedorzecznie
nie czeka powiastka z biblioteki
z prośbą o zwrot tej Twoim zdaniem
świetnej książki Nie ma
nieuleczalnie chorych
która się teraz może przydać
komuś innemu.