View this article in English | bilingual

Wiersz przymiotnikowy

Zdumiewająca wiosna, ciepła, wilgotna
i pełna podświetlonych drzew
w różnych kolorach, choć nie wiadomo jeszcze
jakich, poza rododendronem, co tak czy owak
trzyma fason, ale to tylko krzak,
i wykluwającymi się listkami klonu.
No i zielenią w klombach, co jest zielona
nawet w nocy. „Po ciemku też?”
Po ciemku też. Zdumiewające,
głupie i przejrzyste w takiej ciemnej chwili
dni, bo jednak na początek dni, i noce,
bo i noce. No skądże, wcale nie mam dość.
Choć oczywiście w domu korzenie bzu
powoli pełzną w stronę twojej głowy
a kwiaty bzu już zaczynają kwitnąć i opadać
z powodu słońca, też od strony głowy.
Wilgoć wysycha albo wsiąka i słońce
błyszczy sobie teraz na pokrywach od śmietników
i pyskach studni, ale rzecz jasna tylko w dzień.
To niepoważne bez ustanku mówić, mówić,
nie mając w gruncie rzeczy nic do powiedzenia
a co najwyżej na powierzchni, do zobaczenia.
To głupie, dać zagadać się na śmierć
(zdumiewające, że to przyszło ci do głowy).