View this article only in English | Polish

Fiction From the January 2012 issue: Apocalypse


Ketchup

Keczup

I read in the newspaper that the Apocalypse wasn’t going to happen.

To celebrate this piece of good news, I went to McDonald’s and ordered a hamburger.

“How fortunate,” I thought, enthusiastically seasoning my hamburger with ketchup, “that there won’t be any angelic horns, no earthbound star plunging toward us on a path of fiery destruction.” Until that day I had eaten without enthusiasm, as I had been living in the shadow of impending catastrophe. Why even bother with ketchup when we’re heading for catastrophe? But now the world has a future. With this in mind, I put a bit more ketchup on, because now it was worthwhile.

The following day I had another hamburger with a double helping of ketchup. But on the third day I realized that, by eating a double helping of ketchup for the third time, I wouldn’t be keeping up with the times. On the first day, I was ahead of them, the second day I was keeping up with the moment, but on the third day I was already late. A double helping of ketchup for the third time in a row would be a step backward. In order to stay ahead, it would have to be a triple helping at the very least.

So I had a triple helping. I belched a little, but by and large I didn’t feel bad.

I only began to have stomach problems after my quadruple helping of ketchup. I managed to settle it with the aid of Alka-Seltzer. After a quintuple helping, nothing helped. And after my sextuple helping, even the thought of a septuple helping made me feel unwell.

What next? This inexorable course of consumption demanded a septuple helping of ketchup, followed by octuple, nonuple, and decuple helpings, and so on, without end. Because now, with the Apocalypse having been called off, the future had no limit. Even if I were able to survive a decuple helping of ketchup—then what?

I burned down the McDonald’s, for the sake of my life. The fire wasn’t huge, a smoldering ashtray compared to the fires of the Apocalypse, but it was better than nothing.

“Keczup” published 1996 in Opowiadania 1990–1993 (Stories 1990–1993) by Noir sur Blanc, Warsaw. © 1993 Diogenes Verlag AG, Zurich, Switzerland.  By arrangement with Diogenes Verlag. Translation © 2012 by Garry Malloy. All rights reserved. 

Przeczytałem w gazecie, że Apokalipsy nie będzie.

Żeby uczcić tę dobrą nowinę, poszedłem do MacDonalda i zamówiłem hamburgera.

„Jakie to szczęście – myślałem, gdym entuzjastycznie przyprawiał hamburgera keczupem – że nie będzie trąb anielskich ani gwiazdy spadającej na ziemię, co by nam tę ziemię spaliła”. Dotychczas konsumowałem bez entuzjazmu, ponieważ żyłem w oczekiwaniu katastrofy. Po co właściwie keczup, gdy i tak zmierzamy ku katastrofie? Ale teraz świat ma przyszłość. Więc dołożyłem sobie jeszcze keczupu, bo teraz już warto.

Również nazajutrz spożyłem hamburgera z podwójnym keczupem. Ale trzeciego dnia zauważyłem, że konsumując podwójny keczup po raz trzeci, nie dotrzymuję kroku swojej epoce. Pierwszego dnia ją wyprzedzałem, drugiego nadążałem za współczesnością, ale trzeciego byłem już zapóźniony. Podwójny keczup po raz trzeci – to wstecznictwo. Aby nie pozostać w tyle, powinien być co najmniej potrójny.

Zjadłem więc potrójny. Trochę mi się odbiło, ale w zasadzie nie czułem się źle.

Kłopoty z żołądkiem miałem dopiero po keczupie czterokrotnym. Udało się je zażegnać za pomocą Alka Seltzer. Po keczupie pięciokrotnym nic nie pomogło, a po sześciokrotnym na samą myśli o siedmiokrotnym robiło mi się niedobrze.

Co dalej? Nieubłagany rozwój konsumpcji wymagał keczupu siedmiokrotnego, a później ośmio-, dziewięcio-, dziesięciokrotnego i tak dalej bez końca, bo teraz, gdy Apokalipsę odwołano, przyszłość nie miała już kresu. Załóżmy, że przetrzymam keczup nawet dziesięciokrotny. Ale później?

Podpaliłem MacDonalda, tu chodziło o życie. Pożar nie był wielki, gdzie mu tam do Apokalipsy, ale lepsze to niż nic.




Sławomir MrożekSławomir Mrożek

Sławomir Mrożek was born in Borzecin, Poland, in 1930. 1957 saw the publication of his first book, Slon (The Elephant), a collection of satirical short stories. This was followed by works such as Tango, The Emigrants, and Striptease, which made him world-famous. In 1968 he went into exile, living many years in Paris and later in Mexico. He returned to Poland in 1996 and now lives in the South of France.

Translated from PolishPolish by Garry MalloyGarry Malloy

Garry Malloy studied Polish philology under Dr Elwira Grossman at the University of Glasgow, and graduated in 2003. He moved to Poland in 2010. He currently works as a freelance translator and teacher of English in Warsaw. Previous work includes translations for the Polish Book Institute and the Miłosz Festival in Krakow.